Gdy w 2001 roku na ekrany kin wszedł nowy film Steven Spielberga zatytułowany „A.I.” (skrót pochodzi od angielskiego „Artificial Intelligence” i oznacza sztuczną inteligencję) opinie krytyków były jednoznaczne – film to gniot, niewarty obejrzenia, a co dopiero wydania pieniędzy na bilety czy legalną kopie. Skoro tak, jak to możliwe, że film zarobił łącznie ponad 236 mln dolarów przy kosztach produkcji sięgających 90 mln? Jak się okazało, producenci filmu zastosowali tzw. viral marketing.

Marketing wirusowy (po angielsku „viral marketing”) to jedna z form marketingu, w którym nośnikiem informacji marketingowej są wiadomości przekazywane między użytkownikami Internetu poprzez komunikatory czy fora dyskusyjne. Przekaz taki zawiera informację o danej marce czy produkcie, a jednocześnie jest na tyle atrakcyjny dla użytkowników, że sami oni przekazują go sobie dalej.

Kampania viral marketingu w przypadku filmu Spielberga była bardzo pomysłowa. Kilka miesięcy przed premierą „AI” światło dzienne ujrzał zwiastun filmu, w którym w pewnym momencie pojawiają się na ekranie napisane końcowe z podziękowaniem dla Jeanine Salla – terapeutki maszyn czujących. Jak się okazało, był to początek większej zagadki, w której rozwiązanie zaangażowało się wielu internautów. Zgodnie z założeniami viral marketingu zaczęli oni przekazywać sobie informacje, jakoby świat opisany w filmie Spielberga naprawdę istniał, a wśród nas żyły istoty humanoidalne obdarzone inteligencją, w niczym nierozróżnialne od ludzi. Cała kampania przyczyniła się do wzrostu zainteresowania filmem wśród szerokiej publiczności.

Zastosowana w przypadku filmu „AI” kampania viral marketing w sposób niebanalny i niedrogi pozwoliła dotrzeć do widzów, którzy następnie chętnie wybrali się do kina czy kupili kopię filmu.